poniedziałek, 8 sierpnia 2016

8.Fiasco


Po posiłku ruszyliśmy w dalszą drogę. Na obszarze, którym przebywaliśmy spędziliśmy niemal całą noc. Noc nie była taka chłodna jak przepuszczaliśmy. Do rezydencji prezydenta nie było wcale tak daleko.  Wystarczyło przejść kilka przecznic.

-Myślisz, że rezydent Alex będzie zaskoczony jak mnie zobaczy?

-Sądzę, że to bardzo prawdopodobne.-Odpowiedział Gale.

-Tak. Potem zapewne jak prezydent Snow spróbuje wsadzić nas do klatki.

-Zapewne.-Uśmiechneliśmy się.

-Moi drodzy.-Odrzekł Plutarch.-Jesteśmy na miejscu.

Ku naszym oczom pokazała się nam wyniosły, złoty pałac. Budowla z tego co pamiętam składała się z dwunastu skrzydeł, a każde z nich strzegło naszego dystryktu. Tak właśnie było w Kapitolu. Ciekawa tylko byłam jak by stworzono makietę całego pałacu.

-Jak tam wejdziemy?-Zapytałam Haymitch’a. Jako jeden wiedział o tajemnych przejściach pod pałacem. Gdy został początkowym mentorem mieszkał w nim.  

-To bardzo proste.-Powiedział, a w jego ręku zauważyłam dużą butelkę brendy.-Trzeba tylko znaleźć tajne przejście.

-Tunele, tajne przejście…-Zaczęła Annie wymieniając.-Coś jeszcze?

-Nie sądzę skarbie. Ale nigdy nic nie wiadomo.

Powoli zbliżaliśmy się do frontowych drzwi, których na własne oczy nigdy, przenigdy nie widziałam. Nagle Haymitch podszedł do nich, widać było jak coś do nich szepcze. Ale co?  Haymitch dał znak abyśmy weszli do środka. Nagle poczułam chłód, a nade mną zaświeciło niebieskie światło.

-Stalagmity?-Zapytałam ale nikt mi nie odpowiedział.  Szliśmy po cichu niczym myszy. Czas dłużył się nam niemiłosiernie. Moje nogi poczuły jak zaczęły się wspinać w górę.  Ku mnie pojawiło się migoczące światło.

-Jesteśmy na miejscu!-Krzyknął Haymitch. Rzeczywiście. Światło stawało się coraz większe. Poznałam pomieszczenie, do którego weszliśmy. Jeszcze za życia prezydent Coin odgrywaliśmy w tym miejscu niezwykłą rolę. Sala bankietowa była zupełnie pusta.  Wokół niej był okrągły stół, a naprzeciwko niego dołączone krzesła. Wielkie okna całkowicie zasłaniały fioletowe zasłony.  Ale jedna rzecz rzucała się w oczy.      

-Gdzie Strażnicy pokoju?-Zapytałam.

-Chyba musicie wiedzieć.-Nagle zimny głos odezwał się w naszą stronę.-Co ja do was mam. Panna Everdeen, zgadza się ?-Spytał intruz.

-Kim jesteś?-Spytałam.

-Najbardziej okrutnym monstrum jakie kiedykolwiek chodziło po ziemi.

-Czy ty jesteś obecnym prezydentem?

Nagle wszystkie światła zapaliły się, a na środku Sali stał on. Tak bardzo do niego podobny. Te same siwe włosy, ta sama laska, którą  się podpierał.  Jeszcze do tego biała broda.

-Chyba musi pani odpowiedzieć  sama na to pytanie.

Czułam jak moje nogi uginają się w pół. To nie możliwe. Wyjęłam swój łuk za pasa i strzały. Muszę go zabić zanim on pozabija nas.  Napięłam jedną z nich na cięciwę i wtedy zdarzyło się coś co nikt z nas nie mógł przewidzieć. Strzała zmieniła swój kierunek w moją stronę. 

-Jak?-Powiedziałam.

-To bardzo zaskakujące, prawda. Nie jestem takim zwykłym człowiekiem jakim ci się zdaje  panno Everdeen.

-Katniss! Katniss!-Usłyszałam jak ktoś mnie woła z tyłu ale jego ruchu i wzrok sparaliżowały mnie.

-To w takim razie kim ty jesteś? –Spytałam, a prezydent Alex przeobraził się w postać, która mogłaby tylko nawiedzać nasze sny. Z prawdziwego człowieka przemienił się w wilka. Jakim cudem?  Chwyciłam mój łuk i uderzyłam zwierzę w jego pysk. Następnie wzięłam trzy strzały i wystrzeliłam w jego kierunku. Jego obraz rozsypał się.

-Katnis!!-Słyszę głosy. No tak, moi przyjaciele też są w potrzasku.  Odwracam się w ich kierunku i znów widzę wilka, raczej dwóch. Szybko nabijam dwie strzały i cierpliwe namierzam cel. Puszczam je, a strzały zamieniają się w słup ognia. Patrzę jak wilk upadł na ziemię, a drugi próbuje uciec. Nabijam kolejne dwie strzały i znów dzieje się z nimi to samo co z poprzednimi. Wilk upada.  Opadam na podłogę, a mój  rytm serca nieustannie rośnie. 

-Co to było?-Pyta Gale.

-Nie wiem ale to nie pora na odpowiedź, wynosimy się stąd.-Powiedział Haymitch.  Wszyscy ruszyliśmy w powrotną stronę. Znów poczułam jak schodziliśmy w dół. Nagle ktoś zatarasował nam drogę. Nie widziałam kto to był gdyż znów spowił mrok.  Gale wystrzelił kulistą ognię światła i wtedy go zobaczyliśmy.

-Myślicie, że tak łatwo mnie złapać? Mylicie się. –Odpowiedział, a nagłe światło, które pojawiło się niedawno. Poczułam jakieś uderzenie, a później  spowił mnie mrok.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz