Po
posiłku ruszyliśmy w dalszą drogę. Na obszarze, którym przebywaliśmy
spędziliśmy niemal całą noc. Noc nie była taka chłodna jak przepuszczaliśmy. Do
rezydencji prezydenta nie było wcale tak daleko. Wystarczyło przejść kilka przecznic.
-Myślisz,
że rezydent Alex będzie zaskoczony jak mnie zobaczy?
-Sądzę,
że to bardzo prawdopodobne.-Odpowiedział Gale.
-Tak.
Potem zapewne jak prezydent Snow spróbuje wsadzić nas do klatki.
-Zapewne.-Uśmiechneliśmy
się.
-Moi
drodzy.-Odrzekł Plutarch.-Jesteśmy na miejscu.
Ku
naszym oczom pokazała się nam wyniosły, złoty pałac. Budowla z tego co pamiętam
składała się z dwunastu skrzydeł, a każde z nich strzegło naszego dystryktu.
Tak właśnie było w Kapitolu. Ciekawa tylko byłam jak by stworzono makietę
całego pałacu.
-Jak
tam wejdziemy?-Zapytałam Haymitch’a. Jako jeden wiedział o tajemnych
przejściach pod pałacem. Gdy został początkowym mentorem mieszkał w nim.
-To
bardzo proste.-Powiedział, a w jego ręku zauważyłam dużą butelkę brendy.-Trzeba
tylko znaleźć tajne przejście.
-Tunele,
tajne przejście…-Zaczęła Annie wymieniając.-Coś jeszcze?
-Nie
sądzę skarbie. Ale nigdy nic nie wiadomo.
Powoli
zbliżaliśmy się do frontowych drzwi, których na własne oczy nigdy, przenigdy
nie widziałam. Nagle Haymitch podszedł do nich, widać było jak coś do nich
szepcze. Ale co? Haymitch dał znak abyśmy
weszli do środka. Nagle poczułam chłód, a nade mną zaświeciło niebieskie
światło.
-Stalagmity?-Zapytałam
ale nikt mi nie odpowiedział. Szliśmy po
cichu niczym myszy. Czas dłużył się nam niemiłosiernie. Moje nogi poczuły jak
zaczęły się wspinać w górę. Ku mnie
pojawiło się migoczące światło.
-Jesteśmy
na miejscu!-Krzyknął Haymitch. Rzeczywiście. Światło stawało się coraz większe.
Poznałam pomieszczenie, do którego weszliśmy. Jeszcze za życia prezydent Coin
odgrywaliśmy w tym miejscu niezwykłą rolę. Sala bankietowa była zupełnie pusta.
Wokół niej był okrągły stół, a
naprzeciwko niego dołączone krzesła. Wielkie okna całkowicie zasłaniały
fioletowe zasłony. Ale jedna rzecz
rzucała się w oczy.
-Gdzie
Strażnicy pokoju?-Zapytałam.
-Chyba
musicie wiedzieć.-Nagle zimny głos odezwał się w naszą stronę.-Co ja do was
mam. Panna Everdeen, zgadza się ?-Spytał intruz.
-Kim
jesteś?-Spytałam.
-Najbardziej
okrutnym monstrum jakie kiedykolwiek chodziło po ziemi.
-Czy
ty jesteś obecnym prezydentem?
Nagle
wszystkie światła zapaliły się, a na środku Sali stał on. Tak bardzo do niego
podobny. Te same siwe włosy, ta sama laska, którą się podpierał. Jeszcze do tego biała broda.
-Chyba
musi pani odpowiedzieć sama na to
pytanie.
Czułam
jak moje nogi uginają się w pół. To nie możliwe. Wyjęłam swój łuk za pasa i
strzały. Muszę go zabić zanim on pozabija nas.
Napięłam jedną z nich na cięciwę i wtedy zdarzyło się coś co nikt z nas
nie mógł przewidzieć. Strzała zmieniła swój kierunek w moją stronę.
-Jak?-Powiedziałam.
-To
bardzo zaskakujące, prawda. Nie jestem takim zwykłym człowiekiem jakim ci się
zdaje panno Everdeen.
-Katniss!
Katniss!-Usłyszałam jak ktoś mnie woła z tyłu ale jego ruchu i wzrok
sparaliżowały mnie.
-To w
takim razie kim ty jesteś? –Spytałam, a prezydent Alex przeobraził się w
postać, która mogłaby tylko nawiedzać nasze sny. Z prawdziwego człowieka
przemienił się w wilka. Jakim cudem?
Chwyciłam mój łuk i uderzyłam zwierzę w jego pysk. Następnie wzięłam
trzy strzały i wystrzeliłam w jego kierunku. Jego obraz rozsypał się.
-Katnis!!-Słyszę
głosy. No tak, moi przyjaciele też są w potrzasku. Odwracam się w ich kierunku i znów widzę
wilka, raczej dwóch. Szybko nabijam dwie strzały i cierpliwe namierzam cel.
Puszczam je, a strzały zamieniają się w słup ognia. Patrzę jak wilk upadł na
ziemię, a drugi próbuje uciec. Nabijam kolejne dwie strzały i znów dzieje się z
nimi to samo co z poprzednimi. Wilk upada.
Opadam na podłogę, a mój rytm
serca nieustannie rośnie.
-Co to
było?-Pyta Gale.
-Nie
wiem ale to nie pora na odpowiedź, wynosimy się stąd.-Powiedział Haymitch. Wszyscy ruszyliśmy w powrotną stronę. Znów
poczułam jak schodziliśmy w dół. Nagle ktoś zatarasował nam drogę. Nie
widziałam kto to był gdyż znów spowił mrok. Gale wystrzelił kulistą ognię światła i wtedy
go zobaczyliśmy.
-Myślicie,
że tak łatwo mnie złapać? Mylicie się. –Odpowiedział, a nagłe światło, które
pojawiło się niedawno. Poczułam jakieś uderzenie, a później spowił mnie mrok.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz