Pokazać
się od najlepszej strony. Czuję się jakbym znów była na arenie i dawać z siebie
wszystko by móc zadowolić mentorów. Czuję, że znów muszę robić to samo tyle, że
mam inną misję do wykonania. Biegniemy przed siebie i nie zwracamy uwagi na
nikogo, na żadną sytuację. Patrzę jak Plutarch używa holo aby znaleźć
jakiekolwiek kokony. Mam nadzieję, że podczas tej misji nikt nie zginie.
Chociaż to mogą być marne nadzieje.
-Kryć
się!-Słyszę nagle głos Plutarcha. Wszyscy chowamy się za zimnym murem. Chce
zadać pytanie co się stało ale nagle słyszę wielkie bum i czerwone iskry.
Kokony dały o sobie znać.
-Jakim
cudem są tu kokony?-Spytałam Haymitch’a.
-Wiesz…Pewnie
Alex doszedł do wniosku, że skoro chce potępić wszystkich, którzy wkroczyli na
drogę jego ojca to pewnie je dlatego zamątował.
-Ale
przecież wiadomo, że chce dorwać tylko mnie to po co on to robi?-Spytałam
poważnie. Po co znów zaczynać wojnę aby ginęło miliony ludzi zamiast tylko
dorwać mnie. Chyba te zagadnienia muszę
zostawić na później. Staram się wychylać
głowę poza muru i zauważam ludzi w białych kombinezonach. Leżą martwi. Zapewne
przechodzili tędy gdy wybuchły kokony. Haymitch daje nam znać abyśmy szli
dalej. Po rozbrojonych kokonach pozostaje tylko kawałek ognia, widzę tych
dwojga ludzi, martwych. Przyglądam się im twarzą: ludzie pokoju. Poznaje po
kolorze kombinezonu.
-Ile
zostało drogi do rezydencji?-Mój wzrok kieruje się na Annie, która zadała
pytanie Plutarchowi.
-Już
nie dużo. Musimy tylko przejść przez tunel i gotowe.
Tunele
. Na te słowo robi mi się nie dobrze. Przypomina mi się każda scena związana z
tamtym miejscem. Jestem bardzo ciekawa dlaczego tak na mnie działa to miejsce.
Przechodzimy obok miejsca gdzie kiedyś zginął Bogs i siostry Leeg. Budynek, w
którym poniosły śmierć został od fundamentów odbudowany. Zupełnie inaczej
wygląda niż podczas wojny o Kapitol. Nagle zatrzymujemy się przy sklepie
Tigris. Zżera mnie ciekawość czy nadal tam pracuje. Plutarch zaczyna pukać do
drzwi. Patrzę na Gal’a. Zapewne myśli o tym samym co ja. Ku moim oczom drzwi
otwierają się. Jednak nie widzimy kobiety
z tygrysim ogonem i makijażem tygrysa. Widzimy pewnego, blondyna w
bogatym stroju co jest charakterystyczne dla Kapitolu.
-My od
wodociągów.-Zapewnia go Plutarch, chcę wybuchnąć śmiechem ale wiem, że nie jest
to najlepszy moment. Powoli wchodzimy do pomieszczenia. Czuć zapach naftaliny i
kolorowych tkanin. Blondyn prowadzi nas do rur gdzie niegdyś się tam
znajdowaliśmy. Chłopak otwiera nam klapę i czym prędzej wchodzimy do podziemi.
Cuchnie tutaj niesamowicie, a błota i wody jest tu pod dostatek. Patrzymy
uważnie pod nogi aby się nie potknąć lub nie wpaść na siebie. Zanim wchodzimy
głębiej zostajemy latarki, które wręcza nam plutarch.
-Jeśli
coś się poruszy lub usłyszycie jakiś dziwny dźwięk natychmiast stąd
uciekajcie.-Powiedział Plutarch. Był naszym przewodnikiem więc musieliśmy się
go słuchać. Szłam obok Gal’a, który był wyraźnie podekscytowany. Po dziesięciu
minutach wędrówki miałam już serdecznie dosyć. Chciałam być już jak najszybciej
na ziemi. Jednak w tunelach nie było to takie proste.
-Padnij!-Słyszę
nagle głos Annie. Na całe szczęście powiedziała to w ostatnim czasie gdyż jak
upadliśmy w błoto smuga czerwonego niczym jak krew ognia przeleciała nad
naszymi głowami.
-Co to
było?-Tym razem jako pierwsza się odezwałam. Gale patrzył się w miejsce gdzie
nie dawno przeleciało nad naszymi głowami światło.
-Nie
wiem ale lepiej będzie jak będziemy szli trochę szybciej
Nic
nie mówiąc szliśmy teraz szybszym krokiem ale to i tak mało daje. Nagle obeszły
mnie ciarki gdyż znów usłyszałam znajomy dźwięk, moje imię.
-Katniss,
Katnisss……
-Słyszycie
to?-Zapytałam paczkę. Joanna spojrzała na mnie, tak samo zrobił też Gale.
-Niby
co?-Spytali równocześnie, a ja usłyszałam znów te dźwięki. Zaczęłam nieustannie
biec przed siebie. Uciekałam gdzie się da. Zapewne reszta wzięła mnie za
wariatkę ale to na pewno nie uroiło się w mojej głowie.
Ciąg dalszy nastąpi. J

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz