wtorek, 26 lipca 2016

6.Misja cz.1.


Pokazać się od najlepszej strony. Czuję się jakbym znów była na arenie i dawać z siebie wszystko by móc zadowolić mentorów. Czuję, że znów muszę robić to samo tyle, że mam inną misję do wykonania. Biegniemy przed siebie i nie zwracamy uwagi na nikogo, na żadną sytuację. Patrzę jak Plutarch używa holo aby znaleźć jakiekolwiek kokony. Mam nadzieję, że podczas tej misji nikt nie zginie. Chociaż to mogą być marne nadzieje.

-Kryć się!-Słyszę nagle głos Plutarcha. Wszyscy chowamy się za zimnym murem. Chce zadać pytanie co się stało ale nagle słyszę wielkie bum i czerwone iskry. Kokony dały o sobie znać.

-Jakim cudem są tu kokony?-Spytałam Haymitch’a.

-Wiesz…Pewnie Alex doszedł do wniosku, że skoro chce potępić wszystkich, którzy wkroczyli na drogę jego ojca to pewnie je dlatego zamątował.

-Ale przecież wiadomo, że chce dorwać tylko mnie to po co on to robi?-Spytałam poważnie. Po co znów zaczynać wojnę aby ginęło miliony ludzi zamiast tylko dorwać mnie.  Chyba te zagadnienia muszę zostawić na później.  Staram się wychylać głowę poza muru i zauważam ludzi w białych kombinezonach. Leżą martwi. Zapewne przechodzili tędy gdy wybuchły kokony. Haymitch daje nam znać abyśmy szli dalej. Po rozbrojonych kokonach pozostaje tylko kawałek ognia, widzę tych dwojga ludzi, martwych. Przyglądam się im twarzą: ludzie pokoju. Poznaje po kolorze kombinezonu.

-Ile zostało drogi do rezydencji?-Mój wzrok kieruje się na Annie, która zadała pytanie Plutarchowi.

-Już nie dużo. Musimy tylko przejść przez tunel i gotowe.

Tunele . Na te słowo robi mi się nie dobrze. Przypomina mi się każda scena związana z tamtym miejscem. Jestem bardzo ciekawa dlaczego tak na mnie działa to miejsce. Przechodzimy obok miejsca gdzie kiedyś zginął Bogs i siostry Leeg. Budynek, w którym poniosły śmierć został od fundamentów odbudowany. Zupełnie inaczej wygląda niż podczas wojny o Kapitol. Nagle zatrzymujemy się przy sklepie Tigris. Zżera mnie ciekawość czy nadal tam pracuje. Plutarch zaczyna pukać do drzwi. Patrzę na Gal’a. Zapewne myśli o tym samym co ja. Ku moim oczom drzwi otwierają się. Jednak nie widzimy kobiety  z tygrysim ogonem i makijażem tygrysa. Widzimy pewnego, blondyna w bogatym stroju co jest charakterystyczne dla Kapitolu.

-My od wodociągów.-Zapewnia go Plutarch, chcę wybuchnąć śmiechem ale wiem, że nie jest to najlepszy moment. Powoli wchodzimy do pomieszczenia. Czuć zapach naftaliny i kolorowych tkanin. Blondyn prowadzi nas do rur gdzie niegdyś się tam znajdowaliśmy. Chłopak otwiera nam klapę i czym prędzej wchodzimy do podziemi. Cuchnie tutaj niesamowicie, a błota i wody jest tu pod dostatek. Patrzymy uważnie pod nogi aby się nie potknąć lub nie wpaść na siebie. Zanim wchodzimy głębiej zostajemy latarki, które wręcza nam plutarch.

-Jeśli coś się poruszy lub usłyszycie jakiś dziwny dźwięk natychmiast stąd uciekajcie.-Powiedział Plutarch. Był naszym przewodnikiem więc musieliśmy się go słuchać. Szłam obok Gal’a, który był wyraźnie podekscytowany. Po dziesięciu minutach wędrówki miałam już serdecznie dosyć. Chciałam być już jak najszybciej na ziemi. Jednak w tunelach nie było to takie proste.

-Padnij!-Słyszę nagle głos Annie. Na całe szczęście powiedziała to w ostatnim czasie gdyż jak upadliśmy w błoto smuga czerwonego niczym jak krew ognia przeleciała nad naszymi głowami.

-Co to było?-Tym razem jako pierwsza się odezwałam. Gale patrzył się w miejsce gdzie nie dawno przeleciało nad naszymi głowami światło.

-Nie wiem ale lepiej będzie jak będziemy szli trochę szybciej

Nic nie mówiąc szliśmy teraz szybszym krokiem ale to i tak mało daje. Nagle obeszły mnie ciarki gdyż znów usłyszałam znajomy dźwięk, moje imię.

-Katniss, Katnisss……

-Słyszycie to?-Zapytałam paczkę. Joanna spojrzała na mnie, tak samo zrobił też Gale.

-Niby co?-Spytali równocześnie, a ja usłyszałam znów te dźwięki. Zaczęłam nieustannie biec przed siebie. Uciekałam gdzie się da. Zapewne reszta wzięła mnie za wariatkę ale to na pewno nie uroiło się w mojej głowie.

Ciąg dalszy nastąpi. J
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz