Po tej rozmowie każdy już wiedział co począć.
Planowaliśmy atak na prezydenta. Jednak czy powiedzie się nam z sukcesem. Kto
wie? Obecnie jesteśmy w Trzynastym Dystrykcie. Schowani przed złem i rządami
kolejnego prezydenta, który stosuje rządy totalitarne. Po tym jak obaliliśmy Snowa nie wiele się tu
zmieniło. Te same korytarze, komory. Ale
czegoś mi tu brakuje. Ludzi. Ludzi ubranych w szarych kombinezonach. Cały czas
o nich rozmyślałam idąc do swojej komory, jednak coś mnie rozproszyło.
-Katniss…
-Co to?-powiedziałam sama do siebie. Jednak dałam
temu spokój i szłam dalej, ale to nie dawało mi spokoju.
-Katniss….-Znów. To musi być jakiś głos. Tyle, że
nie wiedziałam o co z nim chodzi i co
próbuje mi przekazać.
Ktoś próbuje mnie nastraszyć?
-Katniss, Katniss, Katniss…-przeraźliwe dźwięk
dobiegał do moich uszu. Było go coraz
więcej, nie mogłam tego wytrzymać i zaczęłam biec przed siebie. Szepty znów dawały
o siebie znać.
Duchy, upiory….,a może zmiechy. Gdy o nich
pomyślałam po moim ciele przechodziły mi ciarki. Znów miałam przed sobą obraz
gdzie na moich oczach monstra wychodzą z wody i atakują jednego po drugim. Z
wielkim hukiem otworzyłam drzwi i wpadłam na łóżko. Moje serce tak waliło, że ledwo nadążało, a
mi brakowało już tchu. Powoli zeszłam z łóżka i zaczęłam zdejmować strój
Kosogłosa. Zajęło mi to ledwie parę
chwil. Mój czarny łuk leżał przy białej komodzie w prawym rogu pokoju. Gdy
zamykałam klamkę od drzwi nadstawiłam ucho, aby sprawdzić czy przypadkiem nie usłyszę tajemniczego głosu. Korytarz był
zupełnie cichy, nie było ani jednej, żywej duszy. Ruszyłam więc przed siebie
wolnym krokiem nie spiesząc się. Biegłam,
aby nie tracić czasu. Chciałam już być u boku Joanny i Haymitcha. Wróć! Miałam
na myśli oczywiście Plutarcha! Na szczęście ku moim oczom ukazały się szare
drzwi , które prowadziły do poduszkowca.
-Coś ty taka zdyszana?-zapytała Joanna.
- Nie.. nic. Wszystko w porządku.
- Patrz kto nas odwiedził.
Spojrzałam
naprzeciwko. Nigdy nie myślałam, że go spotkam. Nawet za nim tęskniłam,
ale nie tak jak za Peetą.
-Hej Kotna.
-Możemy porozmawiać na osobności?-Pytanie te było
skierowane do Plutarcha.
-Oczywiście, ale nie za długo.-Skinęłam głową na
znak zgody.
- Dawno cię nie widziałem.-Powiedział. Jego głos
cofnął moje wspomnienia do tego czasu jak byliśmy dziećmi, jak polowaliśmy
razem.
-Co tu robisz?
-Jak to co? Bronię Panem tak jak ty. Nie pamiętasz
jak…- Tu głos mu się przerwał.
-Zapewne go broniłeś tak samo jak moją siostrę.
Ten wynalazek ją zabił. Pamiętam to dokładnie, jakby ktoś namalował obraz.
-Wiec, że bardzo tego żałuję, ale nic nie da się
zrobić aby przywrócić życia najbliższym osobom Katniss.
-Nie musisz mi o tym wspominać.-Nastała krótka
chwila, nagle Galowi coś się przypomniało.
-Bym zapomniał. –powiedział, a jego ręka
powędrowała do prawej kieszeni spodni. Nagle w jego dłoni ujrzałam kawałek
białej kartki.- Od twojej mamy, kazała mi ten list tobie przekazać. Wzięłam kopertę do ręki i
przyjrzałam się adresatowi. Tak to było pismo mojej matki.
„Droga Katniss!
Jak ci się wiedzie? Z resztą nie powinnam pytać o takie rzeczy. Mam
nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze. Bardzo mi przykro z powodu Peety. Jednak
czas leczy rany, a takie sceny szybko umkną nam z pamięci. Choć nie wiem jak u
ciebie. Wiem tylko, że twój stan emocjonalny jest bardzo ciężki. Skąd o tym
wiem? Plutarch i Haymitch starają się mi przesyłać listy i wiadomości o twoim
stanie i zdrowiu regularnie, co tydzień. Wiec, że nigdy cię nie zostawię.
Bardzo Cię kocham, gdyż jesteś moją córką, jedyną jaka mi pozostała. Wiesz
dlaczego nie odwiedzałam Cię gdy ty przebywałaś w Wiosce Zwycięzców? Z powodu
śmierci twojej siostry, Katniss. Gdy Prim
zginęła nie mogłam opanować emocji, które mną w tamtym czasie
wstrząsnęły. Dlatego wyprowadziłam się z Dwunastki po to aby zacząć nowe życie,
gdyż tamte miejsce przeszywało mnie o wspomnienie związane nie tylko z Tobą i z
Prim ale też i z waszym ojcem. Wiec , że bardzo Cię kocham!
Mama.
Ps.: Odpisz
szybko.”
Po policzku spłynęły mi gorzkie łzy. Gale wykonał
powolny ruch w moją stronę. Poczułam jak jego silne ramiona znów mnie
pocieszają, chronią, dają bezpieczeństwo.
Nagle tą kojącą chwilę przerwał nam nie kto inny jak Haymitch.
-Everdeen, Hawerthoon koniec tych emocji!!! Czas wyjść na ziemię i
się pokazać od najlepszej strony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz