wtorek, 19 lipca 2016

5.Gale.


 

Po tej rozmowie każdy już wiedział co począć. Planowaliśmy atak na prezydenta. Jednak czy powiedzie się nam z sukcesem. Kto wie? Obecnie jesteśmy w Trzynastym Dystrykcie. Schowani przed złem i rządami kolejnego prezydenta, który stosuje rządy totalitarne.  Po tym jak obaliliśmy Snowa nie wiele się tu zmieniło.  Te same korytarze, komory. Ale czegoś mi tu brakuje. Ludzi. Ludzi ubranych w szarych kombinezonach. Cały czas o nich rozmyślałam idąc do swojej komory, jednak coś mnie rozproszyło.

-Katniss…

-Co to?-powiedziałam sama do siebie. Jednak dałam temu spokój i szłam dalej, ale to nie dawało mi spokoju.

-Katniss….-Znów. To musi być jakiś głos. Tyle, że nie wiedziałam o co z nim  chodzi i co próbuje mi przekazać.

Ktoś próbuje mnie nastraszyć?

-Katniss, Katniss, Katniss…-przeraźliwe dźwięk dobiegał do moich uszu. Było go  coraz więcej, nie mogłam tego wytrzymać i zaczęłam biec przed siebie. Szepty znów dawały o siebie znać.

Duchy, upiory….,a może zmiechy. Gdy o nich pomyślałam po moim ciele przechodziły mi ciarki. Znów miałam przed sobą obraz gdzie na moich oczach monstra wychodzą z wody i atakują jednego po drugim. Z wielkim hukiem otworzyłam drzwi i wpadłam na łóżko.  Moje serce tak waliło, że ledwo nadążało, a mi brakowało już tchu. Powoli zeszłam z łóżka i zaczęłam zdejmować strój Kosogłosa.  Zajęło mi to ledwie parę chwil. Mój czarny łuk leżał przy białej komodzie w prawym rogu pokoju. Gdy zamykałam klamkę od drzwi nadstawiłam ucho, aby sprawdzić czy przypadkiem  nie usłyszę tajemniczego głosu. Korytarz był zupełnie cichy, nie było ani jednej, żywej duszy. Ruszyłam więc przed siebie wolnym krokiem nie spiesząc się.  Biegłam, aby nie tracić czasu. Chciałam już być u boku Joanny i Haymitcha. Wróć! Miałam na myśli oczywiście Plutarcha! Na szczęście ku moim oczom ukazały się szare drzwi , które prowadziły do poduszkowca.

-Coś ty taka zdyszana?-zapytała  Joanna.

- Nie.. nic. Wszystko w porządku.

- Patrz kto nas odwiedził.

Spojrzałam  naprzeciwko. Nigdy nie myślałam, że go spotkam. Nawet za nim tęskniłam, ale nie tak jak za Peetą.

-Hej Kotna.

-Możemy porozmawiać na osobności?-Pytanie te było skierowane do Plutarcha.

-Oczywiście, ale nie za długo.-Skinęłam głową na znak zgody.

- Dawno cię nie widziałem.-Powiedział. Jego głos cofnął moje wspomnienia do tego czasu jak byliśmy dziećmi, jak polowaliśmy razem.

-Co tu robisz?

-Jak to co? Bronię Panem tak jak ty. Nie pamiętasz jak…- Tu głos mu się przerwał.

-Zapewne go broniłeś tak samo jak moją siostrę. Ten wynalazek ją zabił. Pamiętam to dokładnie, jakby ktoś  namalował obraz.

-Wiec, że bardzo tego żałuję, ale nic nie da się zrobić aby przywrócić życia najbliższym osobom Katniss.

-Nie musisz mi o tym wspominać.-Nastała krótka chwila, nagle Galowi coś się przypomniało.

-Bym zapomniał. –powiedział, a jego ręka powędrowała do prawej kieszeni spodni. Nagle w jego dłoni ujrzałam kawałek białej kartki.- Od twojej mamy, kazała mi ten list  tobie przekazać. Wzięłam kopertę do ręki i przyjrzałam się adresatowi. Tak to było pismo mojej matki.

„Droga Katniss!

Jak ci się wiedzie? Z resztą  nie powinnam pytać o takie rzeczy. Mam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze. Bardzo mi przykro z powodu Peety. Jednak czas leczy rany, a takie sceny szybko umkną nam z pamięci. Choć nie wiem jak u ciebie. Wiem tylko, że twój stan emocjonalny jest bardzo ciężki. Skąd o tym wiem? Plutarch i Haymitch starają się mi przesyłać listy i wiadomości o twoim stanie i zdrowiu regularnie, co tydzień. Wiec, że nigdy cię nie zostawię. Bardzo Cię kocham, gdyż jesteś moją córką, jedyną jaka mi pozostała. Wiesz dlaczego nie odwiedzałam Cię gdy ty przebywałaś w Wiosce Zwycięzców? Z powodu śmierci twojej siostry, Katniss. Gdy Prim  zginęła nie mogłam opanować emocji, które mną w tamtym czasie wstrząsnęły. Dlatego wyprowadziłam się z Dwunastki po to aby zacząć nowe życie, gdyż tamte miejsce przeszywało mnie o wspomnienie związane nie tylko z Tobą i z Prim ale też i z waszym ojcem. Wiec , że bardzo Cię kocham!

                                                                                                                      Mama.

 Ps.: Odpisz szybko.”

Po policzku spłynęły mi gorzkie łzy. Gale wykonał powolny ruch w moją stronę. Poczułam jak jego silne ramiona znów mnie pocieszają, chronią, dają bezpieczeństwo.  Nagle tą kojącą chwilę przerwał nam nie kto inny jak Haymitch.

-Everdeen, Hawerthoon  koniec tych emocji!!! Czas wyjść na ziemię i się pokazać od najlepszej strony.
                                                                               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz