sobota, 9 lipca 2016

4.Kosogłos odradza się z popiołów.


 Kiedy Haymitch rozkazał mi, że mam znów włożyć na siebie strój, który niegdyś został zaprojektowany przez Cinnę zaciekawiło mnie czy w ogóle wie gdzie on jest. Przecież po odwilży na Kapitol kazał mi natychmiast schować ten kostium gdziekolwiek, tak aby nie zobaczyło go światło dzienne. Jednak gdy Plutarch prowadzi mnie do komory 113, mojego dawnego miejsca zamieszkania widzę go zawieszonego na jednej z półek. Oprócz tego zauważyłam Veninię, która należała do dawnej, mojej ekipy przygotowawczej.

- Jest moja gwiazda.- Nic nie powiedziałam ale pozwoliłam sobie na jeden przyjacielski uścisk. –Gotowa?-zapytała, a ja tylko kiwnęłam głową. Brunetka zatachała rękawy i wzięła się do roboty. Jednak te przygotowania, które miały miejsce w obecnym czasie nie wyglądały jak dawniej.  Po prostu zostały pominięte drobne elementy, których brakowało aby złożyć jedną układankę w całość. Dziewczyna nałożyła na mnie kostium. Jednak czegoś mi brakowało. Łuku. Gdy zawsze miałam go w rękach czułam się wolna. Przypominały mi się polowania w lesie gdy byłam jeszcze nastolatką.

-Cinna wykonał za swego żywota nie złą robotą ale ja stwierdziłam, że warto dodać kilka elementów.

-Jakich elementów?

-Wykonaj okrąg to zobaczysz.- Zrobiłam jak kazała. Ku moim oczom kostium rzeczywiście wyglądał zjawiskowo. Gdy zaczęłam tańczyć w koło  w dole stroju pojawiały małe iskierki, a później zaczęły tworzyć prawdziwe strugi ognia.

-Jak to zrobiłaś?-Zapytałam.

-Kilka sztuczek i doświadczeń w Kapitolu ułatwiły mi to zadanie. Mogę powiedzieć ci jedno. Kosogłos odradza się z popiołów.

Nic nie odpowiedziałam. Gdy by to był Cinna nie byłabym zaskoczona. To znaczy byłabym ale bym dokładnie wiedziała, że to jego projekt, że on sam tego dokonał. Dziś mogę powiedzieć tylko jedno. Veninia mnie zaskoczyła.

-Chyba chcesz ukraść rolę Cinny?-zapytałam, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

-Raczej tylko ci się tak wydaje. Teraz do roboty, Plutarch cię potrzebuje.-podziękowałam jej. Jednak gdy wychodziłam z komory moje wspomnienia zaczęły narastać. Kosogłos. Pamiętam to doskonale. To ja odgrywałam tą rolę. To ja byłam pionkiem w grze Coin. Tak samo jak na arenie, tyle, że pionkiem Snowa. Kierowałam się do specjalnego miejsca gdzie znajdowali się trybuci ostatnich igrzysk. Jednak nie byli to wszyscy. Brakowało: Peety i Finnick’ a, za którego wstąpiła Annie. Byłam zaskoczona widząc ją pośród nas. Zapewne śmierć jej męża przytłoczyła ją i chce się zemścić. Lecz zabójcą byłam ja, nie Snow. Wróć! Ale to przecież prezydent Snow zesłał na nas zmiechy  w podziemia samego Kapitolu nie daleko jego rezydencji. Tak czy inaczej wina leży po obu stronach.  Pomieszczenie, do którego wchodzę zaczyna oślepiać mnie światłem. Na środku małej salki widzę podświetlony stół z wiszącą mapą w powietrzu. Dookoła niej zebrali się wszyscy: Plutarch, Joanna, Haymitch i Annie. Brakowało tylko mnie.

-Dobrze znów cię widzieć.-Był to głos Plutarch’a.- Proszę, to chyba należy do ciebie. Niedługo go znów użyjesz.- Wręcza mi czarny pakunek, w którym czuję coś twardego i ciężkiego. Gdy go rozwijam z czarnej, wielkiej szmatki doskonale go rozpoznaję.

-Dzień dobry.-szepczę jakbym szeptała komuś do ucha po cichu. Łuk jakby mnie wyczuwa i wysyła mi impulsy elektryczne. To dobrze, bo to oznacza, że został pobudzony do działania.

-Jakie macie plany?-kieruje pytanie Annie w stronę Plutarcha. Natomiast on przybliża mapę na środek samego Kapitolu, między innymi na samą , dawną rezydencję prezydenta Snowa.

-Niestety nie mam dobrych wieści.-Mówi.-Wioska Zwycięzców  popadła w ruinę. Tak jak niegdyś cały dwunasty dystrykt.-Pewnie się zastanawiasz- I tu kieruje twarz w moją stronę.- skąd wziął się twój strój Kosogłosa i skąd mamy ten łuk. Otóż odpowiedź jest prosta. Gdy zostaliśmy wiadomość od Joanny, że Dwunasty Dystrykt jest zaatakowany przez animowanego nieprzyjaciela natychmiast z kryjówki, o której zaraz ci opowiem ewakuowaliśmy się, aby ciebie i Joanne ściągną na poduszkowiec. Wtedy gdy ty jej szukałaś my dawno byliśmy na górze i zabraliśmy strój oraz broń.

-Nieźle go schowałaś.-Tym razem odezwał się Haymitch.-Żeczywiście nie dostrzegł promieni słonecznych, było dla niego zapewne ciemno jak w grobie.-zaśmiał się ale za chwile jego mina spoważniała.-No ale dosyć plotkowania. Wracamy do tematu, Plutarch.-Zwrócił się do niego.

-Tak. Według nas ktoś planuje objąć władzę w całym Panem. I nie mylimy się, że to może być ktoś z krewnych Snowa. Jeśli tak jest to mamy poważne problemy.

-Ale jakże i fantastyczne przygody!-zawołał z uśmiechem Haymitch. Chyba za dużo się napił procentów, bo zauważyłam, że u niego humor dziś doskwiera.

-Tak! Śmierć za śmiercią.-zawtórowałam.

- Ale zwróćmy też uwagę, że gdy ten ktoś opanuje Panem prawdopodobnie jak za życia Snowa znów może przywrócić areny i igrzyska, a dzieci dwanaściorga dystryktów oprócz oczywiście kapitolińskich będą zmuszeni zostać ofiarą i trybutą oraz zginąć za nasz kraj.

-Chyba, że uda im się wygrać.- Powiedział Plutarch.

-Tu by się przydało trafne powiedzenie : I niech los wam sprzyja!- wykrzyczała Joanna jak niegdyś Effie na Placu Sprawiedliwości wybierając trybutów, w tym mnie.

-Masz rację.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła.-Według mnie ten przez was nazywany „ktoś”- Tu uniosłam palce w cudzysłowiu.-już knuje aby te igrzyska odegrały jak najszybciej swoją rolę.

-Tylko kto by wtedy zastąpił Effie?-zapytała Joanna.

-Dobre pytanie.-Oświadcza Haymitch.-Jednak to nie jest nas główny problem. Nasz słaby punkt tkwi tutaj.-Wskazał palce na rezydencję.-Tu kryją się wszystkie, nasze przeszkody.  Nastała chwila milczenia, a wszyscy zastanawialiśmy się co może być tą przeszkodą. To nie tylko są areny, igrzyska czy ćwierczwiecze. Tu liczy się też kto będzie władał nad Panem, tu liczy się czy im będę kolejnym pionkiem w grze.

# Pewnie się dziwicie, że rozdział trochę wcześniej, ale jest to spowodowane wyjazdem na Mazury. Nie wiem czy dam radę opublikować kolejny rozdział. Będzie to zależało od miejsca pobytu i czy Internet będzie wraz ze mną prawidłowo współpracował.  Oraz czy będzie mi dany czas. Tak, że ja wyjeżdżam na dany mi odpoczynek, a wy delektujcie się nowym rozdziałem. J
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz