„-Nie.-szepczę. Gale jednak nie ma przede mną
tajemnic.
-Katniss, Dwunasty Dystrykt już nie istnieje.” ~ „
Igrzyska Śmierci w Pierścieniu Ognia”
…………………………………………………………………..
Bum-słyszę. BUM,BUM,BUM. Głośne dudnienie w moich
uszach wybudza mnie ze snu. Otwieram powieki i patrzę jak pali się Wioska
Zwycięzców, w której mieszkam. Dookoła
unosi się biały dym, a wszystkie budynki się palą. Kto mógł to zrobić?-myślę.
Przecież nie Snow. Zrywam się
natychmiast z łóżka i wybiegam na zewnątrz. Mój wzrok zatrzymuje się przy
blondynie, który leży na wypalającym się powoli asfalcie i kaszle dymem. Podbiegam do niego aby mu pomóc.
-Spokojnie-mówię do niego. Całe szczęście, że obok
mnie stało wiadro z zimną wodą. Wzięłam szmatkę i namoczyłam ją. Przyłożyłam mu
zwilżony wodą materiał do oka, które było oparzone. Przyjrzałam mu się
dokładnie. Był taki młody. Zapewne miał 10 lat, może 9. Przypomniały mi się
wszystkie wspomnienia związane z areną. Nagle coś mi się przypomniało.
-Joanna!-wrzeszczę i pędem wbiegam do
domu.-Joanna! Joanna!
-Tu! Na górze!- słyszę znajomy głos. Wbiegam czym prędzej na pierwsze piętro.
-Joanna!-krzyczę. Zatrzymuję się w swoim dawnym
pokoju i widzę niezwykłe widowisko. Stoją przede mną wszyscy zwycięzcy
ostatnich igrzysk: Haymitch, Joanna, a nawet Annie. Zapewne wstąpiła za
Finnicka . To fakt.
-Już czas, skarbie.-mówi ledwo Haymitch.
-Na co czas? O co chodzi?- pytam, a wszyscy się odwracają i wybiegają z mojego pokoju.
Nagle poczułam, że ktoś mnie szarpie za ramię. To był Haymitch.
-Do poduszkowca!-krzyczy-Migiem!-Robię to co mi
każe choć nie rozumiem co się dzieje w moim otoczeniu. Wybiegam z mojego domu.
Kątem oka szukam chłopaka, którego chciałam uratować ale nie mogłam go
dostrzec. Ku moim oczom pojawiła się wielka czarna plama niczym przykrywająca
słońce.
-To poduszkowiec.-odpowiedziała Annie. Stałam tak
chwilę jakbym była sparaliżowana na maksa.
-Kotna!-ktoś zaczął krzyczeć ale nie rozpoznałam
głosu.- Wchodź szybko!
Wbiegłam z impetem, na szczęście na ostatnią
sekundę gdyż klapa poduszkowca powoli
się zaczęła zamykać. Gdy maszyna
odleciała z miejsca, które zostało całkowicie zbombardowane wstałam na równe
nogi i rozejrzałam się po otoczeniu. W środku, w szarym kombinezonie stała
pewna osoba. Plutarch. Poznałam go po starych, siwych włosach i jego szarym
kombinezonie jaki nosił w Trzynastce.
-Witaj Kosogłosie –powiedział.-Mam dla ciebie
kolejną misję.
-Czy ktoś mi wytłumaczy o co w tym wszystkim
chodzi?
-Później o tym porozmawiamy.-rzekł Haymitch.-
Przebieraj się w kostium Kosogłosa.
……………………………………………………………..
Nastał
wieczór. W Kapitolu, aż się roiło od szczęścia. W rezydencji z jednej z sal paliło się
światło. Pomieszczenie było nawet dosyć przytulne lecz panowała złowroga atmosfera. W Sali bankietowej stał złoty, okrągły stół z
krzesłami. Obfity w kapitolińską kuchnię. Nagle wstał i zaczął przemówienie.
-Moi drodzy. Dzisiaj dokonaliśmy niezwykłego
wydarzenia. Czy ktoś może mi powiedzieć jakiego?-zapytał prezydent Alex.
-Zbombardowanie Wioski Zwycięzców mój drogi
przyjacielu.-odpowiedział jeden z gości siedzących przy stole.
-Tak jest.-powiedział chłodnym tonem Alex i zaczął
się śmiać. Niektóre kieliszki napełnione
białym winem zaczęły pękać, a inni na sali milczeli jak grób, natomiast
Strażnicy pokoju zaczęli klaskać i wiwatować na cześć nowego prezydenta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz