wtorek, 5 lipca 2016

3.Nagły wybuch.


„-Nie.-szepczę. Gale jednak nie ma przede mną tajemnic.

-Katniss, Dwunasty Dystrykt już nie istnieje.” ~ „ Igrzyska Śmierci w Pierścieniu Ognia”

…………………………………………………………………..

Bum-słyszę. BUM,BUM,BUM. Głośne dudnienie w moich uszach wybudza mnie ze snu. Otwieram powieki i patrzę jak pali się Wioska Zwycięzców, w której mieszkam.  Dookoła unosi się biały dym, a wszystkie budynki się palą. Kto mógł to zrobić?-myślę. Przecież nie Snow.  Zrywam się natychmiast z łóżka i wybiegam na zewnątrz. Mój wzrok zatrzymuje się przy blondynie, który leży na wypalającym się powoli asfalcie i kaszle dymem.  Podbiegam do niego aby mu pomóc.

-Spokojnie-mówię do niego. Całe szczęście, że obok mnie stało wiadro z zimną wodą. Wzięłam szmatkę i namoczyłam ją. Przyłożyłam mu zwilżony wodą materiał do oka, które było oparzone. Przyjrzałam mu się dokładnie. Był taki młody. Zapewne miał 10 lat, może 9. Przypomniały mi się wszystkie wspomnienia związane z areną. Nagle coś mi się przypomniało.

-Joanna!-wrzeszczę i pędem wbiegam do domu.-Joanna! Joanna!

-Tu! Na górze!- słyszę znajomy głos.  Wbiegam czym prędzej na pierwsze piętro.

-Joanna!-krzyczę. Zatrzymuję się w swoim dawnym pokoju i widzę niezwykłe widowisko. Stoją przede mną wszyscy zwycięzcy ostatnich igrzysk: Haymitch, Joanna, a nawet Annie. Zapewne wstąpiła za Finnicka . To fakt.

-Już czas, skarbie.-mówi ledwo Haymitch.

-Na co czas? O co chodzi?- pytam, a wszyscy  się odwracają i wybiegają z mojego pokoju. Nagle poczułam, że ktoś mnie szarpie za ramię. To był Haymitch.

-Do poduszkowca!-krzyczy-Migiem!-Robię to co mi każe choć nie rozumiem co się dzieje w moim otoczeniu. Wybiegam z mojego domu. Kątem oka szukam chłopaka, którego chciałam uratować ale nie mogłam go dostrzec. Ku moim oczom pojawiła się wielka czarna plama niczym przykrywająca słońce.

-To poduszkowiec.-odpowiedziała Annie. Stałam tak chwilę jakbym była sparaliżowana na maksa.

-Kotna!-ktoś zaczął krzyczeć ale nie rozpoznałam głosu.- Wchodź szybko!

Wbiegłam z impetem, na szczęście na ostatnią sekundę gdyż klapa poduszkowca  powoli się zaczęła zamykać.   Gdy maszyna odleciała z miejsca, które zostało całkowicie zbombardowane wstałam na równe nogi i rozejrzałam się po otoczeniu. W środku, w szarym kombinezonie stała pewna osoba. Plutarch. Poznałam go po starych, siwych włosach i jego szarym kombinezonie jaki nosił w Trzynastce.

-Witaj Kosogłosie –powiedział.-Mam dla ciebie kolejną misję.

-Czy ktoś mi wytłumaczy o co w tym wszystkim chodzi?

-Później o tym porozmawiamy.-rzekł Haymitch.- Przebieraj się w kostium Kosogłosa.

……………………………………………………………..

            Nastał wieczór. W Kapitolu, aż się roiło od szczęścia.  W rezydencji z jednej z sal paliło się światło. Pomieszczenie było nawet dosyć przytulne  lecz panowała złowroga atmosfera.  W Sali bankietowej stał złoty, okrągły stół z krzesłami. Obfity w kapitolińską kuchnię. Nagle wstał i zaczął przemówienie.

-Moi drodzy. Dzisiaj dokonaliśmy niezwykłego wydarzenia. Czy ktoś może mi powiedzieć jakiego?-zapytał prezydent Alex.

-Zbombardowanie Wioski Zwycięzców mój drogi przyjacielu.-odpowiedział jeden z gości siedzących przy stole.

-Tak jest.-powiedział chłodnym tonem Alex i zaczął się śmiać.  Niektóre kieliszki napełnione białym winem zaczęły pękać, a inni na sali milczeli jak grób, natomiast Strażnicy pokoju zaczęli klaskać i wiwatować na cześć nowego prezydenta.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz