środa, 22 czerwca 2016

1.Zaskakujące spotkanie.


„ – A to dlaczego?-kontruje Johanna -Jak na mój

gust to bardzo sprawiedliwe rozwiązanie. Snow ma przecież wnuczkę. Jestem za.”

 

 

Dwa lata później.

 

            Minęły dwa lata, lata spokoju, ładu i sprawiedliwości. Co więcej dochodzę do siebie. Zamiast robić łańcucha, który składa się z osób, które zginęły przeze mnie układam nowy sznur, sieć z dobrymi uczynkami jakie mogły mnie spotkać podczas tych wszystkich okropnych wydarzeń, cierpień. Dzięki temu odzyskuje siłę, wracam do siebie.

           

            Jest piąta nad ranem, a moje oczy już odmawiają, aby były zamknięte. Dają znać, że czas zacząć nowy dzień. Powoli zwlekam się z łóżka i nie kieruję się do łazienki lecz na taras. Świeże, poranne powietrze odświeża mnie, a na mojej twarzy pojawia się kolejny uśmiech. Przez te dwa lata mój charakter się zmienił. Zapomniałam już o wszystkim , o cierpieniach, smutkach. Lecz nie zapomniałam o nim, o chłopcu z chlebem. Te wspomnienie, które zdarzyło się siedem lat temu nadal utkwiło mi w pamięci. Lał deszcz, a ja od ostatniego wieczora czekałam na tego kto się zlituje i żuci mi coś do jedzenia.  Ktoś w białej koszulce i pobrudzonych lukrem spodniach wyszedł z piekarni z chlebem i na moich oczach go przypiekł. Jednak nie rzucił go świniom na pożarcie, ale rzucił mi go w moim kierunku.

 

            Usłyszałam nagle szelest otwierających się drzwi. Myślałam, że to prezydent Snow powstał za grobu, aby mnie dopaść. Jednak się myliłam. Za zielonej framugi drzwi pojawiły się proste, czarne włosy, a następnie cała jej twarz.

 

-Johanna!

 

-Witam znowu ciemna maso.-odrzekła, a ja się lekko uśmiechnęłam.-Już lepiej?-zapytała.

 

-Dochodzę powoli do siebie.-odrzekłam.

 

-Przykro mi z powodu twojej siostry.  Straciłaś również Peetę. Podsłuchałam, kiedy Plutarch rozmawiał z Haymitchem. Podobno szykuje się jakaś kolejna misja.

 

-To nic takiego.

 

-Nic takiego?-Johanna zaśmiała się i wybuchła śmiechem. Zawsze tak robiła jak rozmawiałyśmy razem.- Czyli teraz kochasz Gale’a? Uśmiechnie się jak dowie się ode mnie.

 

-Kiedy zamierzasz wracać?

 

-Za cztery dni.

-Wiesz co porabiają inni? Gdzie jest Gale?

 

            -Gale jest w drugim dystrykcie. Ponoć dobrze zarabia. A twoja mama jest w ósemce.  Chyba nie muszę ci mówić dlaczego.-pokiwałam głową. Dobrze wiedziałam dlaczego mama została w ósmym dystrykcie. Gdyby wróciła wraz ze mną do dwunastki nie dała by rady przeżyć psychicznie. Parę lat temu straciła mojego ojca, a dwa lata temu Prim.  Nadal ją widzę na palącej się pochodni. Miałam ochotę zaśpiewać piosenkę, której nauczył mnie tata gdy miałam siedem lat. Piosenkę Drzewa wisielców, ale nie przy Johannie.

-Bym zapomniała.-zauważyłam jak jej prawa ręka wyciąga coś z kieszeni jej szarej kurtki. To coś przypominało skrawek papieru zapakowany w białą kopertę.

-Co to?-spytałam.

-List. Haymitch miał go ci dać osobiście, ale nie mógł, więc ja ci go daję.-Odbieram list od Johanny i otwieram kopertę. Poznaje te małe literki pisane czarnym atramentem, zapewne pisane piórem.

„ Droga Katniss!

Co u ciebie, Skarbie? Masz już się dobrze czy nadal próbujesz brać śmiertelne środki? W tym liście nie chcę się  bawić w pogaduszki przy herbatce. To było tylko do wstępu. Niestety Paylor nie żyje, a jej władza dobiegła końca. Wraz z Plutarchem myślimy o tobie Katniss, abyś to ty zapanowała nad Panem. Jeśli tego chcesz. Ale nie po koimy się również tym ,że coś zaczyna się dziać w Kapitolu, coś niebezpiecznego. Ostatnio pisano w gazetach, że prezydent Snow miał siostrzeńca, to znaczy ma. Boimy się, że chce przejąć władzę nad Panem. Mam nadzieję, że nie okażesz się roztropna i pojawisz się w Kapitolu.

Haymitch. „

 

 

        

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz