wtorek, 16 sierpnia 2016

10. Niemożliwe.


Nie minęło wiele dni, a za chwilę miałam stanąć na Placu Sprawiedliwości jako trybut. Zdziwił mnie fakt, że Strażnicy Pokoju, którzy byli pod dowództwem  przez prezydenta Alexa  traktowali mnie łagodnie. Od momentu gdy tu trafiłam nie byłam ani razu torturowana, ani razu uderzona czy to w twarz czy to w policzek. Zawsze dostawałam jeść i pić o tej samej godzinie. Sądzę, że to na pewno nie jest z uprzejmości lecz …..No nie wiem. Próba zabicia mnie?

Właśnie wychodzimy z mojego tymczasowego „pokoju”. Jestem ubrana w żółty kombinezon, a swoje grube i długie, czarne włosy mam zapięte w kok. Gdy chodzę po podłodze kafelki lśnią niczym diament. Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego. W dwunastym dystrykcie podłogi  raczej robiono z gliny lub z przybijanych do gruntu desek.

-Panno Everdeen.-Przemawia do mnie nieznana mi kobieta o  rudych włosach sięgających do ramion i wskazuje mi czarny fotel.-Proszę usiąść.-Kontynuuje.  Kładę się na długim, fotelu, który jest podobny jak kozetka w szpitalu.  Kobieta zdejmuje mi spinkę do włosów i przeczesuje mi je.

-Mam na imię Lajla.-Mówi.-Od dziś będę twoją mentorką aż do końca igrzysk.

-A Effie?-Przypominam nagle sobie o niej.  Dokładnie i wyraźnie przypomina mi się jej różowa peruka. Jej jaskraworóżowy makijaż i ten słodki głosik dziecka.

-Co Effie?-Pyta moja mentorka.

-Czy to nie ona będzie wybierać trybutów w moim dystrykcie?-Pytam, a ona przewraca oczami.

- Zapomnij o niej.-Mówi- I skup się na najbliższych dniach. Musisz wygrać tak jak wtedy, z nim.

Z nim? Czy ona ma na myśli Peetę.  I czemu mam wrażenie, że może byś po mojej stronie? A może to sekret planów Alexa aby wydobyć wszelkie informacje. Bardzo ciekawa sugestia….. Mentorka kończy moją fryzurę. Mo Włosy zostawia rozpuszczone i zabiera się powoli za makijaż. Jest on bardzo mocny. Nawet ja nie wiem ile mi nałożyła tych warstw. Potem zaczyna robić porządek z moimi paznokciami i….Gotowe.  Myślałam, że to koniec na dziś ale nie wiedziałam, że ma jeszcze jedną niespodziankę. Podchodzi do brązowej skrzyni i wyciąga białą suknię. Przypomina mi projekt Cinny w trakcie Ćwierczwiecza Poskromienia. Ale brakuje jej kilka dodatków. Suknia jest cała biała bez żadnych elementów. Mentorka każe mi ją założyć.

………………………………………………………………….

Na zewnątrz jest upalnie i gorąco tak, że się cała pocę. Właśnie podchodzę do Placu Sprawiedliwości w Kapitolu gdzie czeka na nas poduszkowiec. Szczerze mówiąc te maszyny są o wiele większe niż te z Trzynastego Dystryktu i zawsze mnie przerażały. Wchodzę na klapę poduszkowca, a dwóch ochroniarzy chwyta mnie za ramiona i zawiązuje je mocnym sznurem. Następnie prowadzą mnie do głównego korytarza gdzie czeka on. Prezydent Alex podchodzi do mnie i zaczyna patrzyć się mi w oczy.

-No i co tu z tobą zrobić?-Pyta się.

-Może mnie zabij?-Mówię, a na te słowa prezydent prostuje się. Jego twarz przeszywa mnie o dreszcze. Jest chłodna i obłudna. Cały czas czuję jakbym miała przed sobą stojącego prezydenta Snowa.

-Jeszcze nie teraz.-Odpowiada.-Wy!-Zwraca się do swoich ochroniarzy.-Zaprowadźcie ją do jej komory!

Czuję jak ochroniarze szarpią się ze mną. Próbuje się uwolnić ale nic to nie daje. Jeden  z ochroniarzy  wręcz wpycha mnie do komory i zamyka kraty. Miluśki.  No cóż, nie każdy jest po twojej stronie, a już na pewno nie Strażnicy Pokoju.  W pomieszczeniu panuje chłód. Wszystkie ściany są białe, więc pewnie dlatego pokój wydaje mi się taki jasny. Po prawej stronie leży  barak, a na niej poszarpany, siwy koc. Obok niego mała, biała umywalka z kranem, a naprzeciwko toaleta. Czułam się tak jakbym była w prawdziwym więzieniu. Chociaż z drugiej strony mogłam trafić gdzieś gdzie warunki były by jeszcze gorsze od tych. W prawym rogu ściany zauważyłam kamerę. Była ona tak biała, że aż lśniła.

-Nie to nie możliwe.-Powiedziałam sama do siebie i położyłam się na baraku. Był tak twardy jak drewno. Powoli zamykałam oczy.  Śni mi się, że wiruję w obłokach lecz zamiast nich widzę białe, kłębiaste chmury. Nagle zauważam na nich trzy postacie. Jedna  blondwłosa dziewczynka uśmiecha się. Ma na sobie białą sukienkę, a na niej lśnią skrzydła.

-Katniss.-Staje na de mną.-Grozi ci niebezpieczeństwo.- Mówi, a ja nie wieżę w to co  powiedziała.

-Katniss – Słyszę kolejny głos i staję jakbym była sparaliżowana. Jak to możliwe, żeby to był on. Peeta stoi  obok Prim jakby był cały i zdrowy.- Musisz uciekać. Nie możesz wziąć udziału w Igrzyskach.

Patrzę na niego. Chciałabym znów dotknąć jego ust. Chciałabym znów wtulić się w jego ramiona.

-Katniss.-Znów słyszę.-Uciekaj-Mówi Prim

                                                                       ……………………………………………

Wybudzam się gwałtownie. Co to miało  być?-Myślę.  Miałam przed chwilą wrażenie jakby moja siostra i Peeta pojawili się tak nagle. Podeszłam do umywalki i przemyłam twarz. Następnie otworzyłam białą jak śnieg szafę i wyjęłam z niej bardzo jasny kombinezon z nadrukiem KAPITOL. Włożyłam go na siebie i nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Chciałam już otworzyć ale zauważyłam, że intruz nie chciał czekać.
-Panno Everdeen, już czas.- Powiedział.
                                                                          ....................................................
Hejka! I jak wam się podoba nowy szablon? Bo mi bardzo :) Niedługo zakończymy pierwszy tom tej opowieści i zaczniemy drugi, ale spokojnie. Do tego jeszcze czas. Nie mówię też, że porzucam bloga! O nie! Taka to ja nie jestem i nie zemną te numery. Do zobaczenia!

 
 
                                                                                       
          

                                                               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz